Jakie komentarze, pozostawione na naszym blogu w zeszłym miesiącu postanowiliśmy nagrodzić? Tym razem są to wypowiedzi Oliwii, Ady S. oraz Agi.Agania.

 

„Mój patent, by przetrwać te upały i szybko się ochłodzić jest prosty- czyli po prostu wskakuję do wody! A dokładniej WCHODZĄC powoli, ponieważ nagła zmiana temperatury może wywołać wstrząs termiczny. Na skoki do zimnej wody szczególnie uważać powinny osoby ze słabym sercem i krążeniem oraz z wahaniami ciśnienia.
Woda genialnie wycisza podrażnione gorącem i słońcem ciało, trzeba jednak uważać, by nie była zbyt zimna. Bardzo chłodny, orzeźwiający prysznic tylko przez chwilę zapewnia uczucie odprężenia (analogicznie do zimnego napoju), ponieważ obniża temperaturę ciała, którą nasz organizm będzie zaraz chciał samoistnie podnieść, wytwarzając potrzebną do tego energię i sprawiając, że będzie nam jeszcze cieplej niż przed prysznicem. Zimny, górski strumień nie jest najlepszym miejscem do kąpieli (tak lodowata woda może przyczynić się do stanu zapalnego stawów) – najlepiej jest zamoczyć w nim małą ściereczkę i po prostu przetrzeć całe ciało.” – pisze Oliwia.

 

„O swoje usta dbam systematycznie – niedoczynność tarczycy każe mi się ostro pilnować. Kosmetyki nawilżające muszę mieć zawsze pod ręką: w łazience, w kosmetyczce, w szufladzie biurka w pracy. Inaczej grozi mi totalna skorupa, tak niefajna, że zjedzenie np. borówek czy wypicie kawy może zabarwić moje wargi do tego stopnia, że ciężko je „odplamić”. Za to nijak nie mogę przekonać mojego męża do korzystania z tego typu produktów. Nie ma opcji, on „nie będzie się malował”, „nie wyjdzie z domu jak jakaś lalunia” itp. itd. Dyskretne, MĘSKIE sztyfty do ust, podtykane przeze mnie czy moją teściową, kończą zawsze w śmietniku – jak już się zepsują, do tego czasu trwa gra pozorów pt. „kiedyś tego użyję”… Najgorzej jest w zimie, po powrocie do domu mąż ma zawsze „usta jak langusta” (sam wymyślił to określenie), spierzchnięte na maxa. Jest tylko jeden wyjątek, kiedy je smaruje – w domu, najchętniej na noc, żeby nikt przypadkiem nie zobaczył. To sytuacja, kiedy jego usta zaczynają pękać, wtedy on też pęka i w panice prosi o jakiś magiczny krem ;). ” – Ada S.

 

„A ja mam problem z Waszymi kosmetykami…konkretnie z Naturalnym Serum do rzęs! Odkąd przeprowadziłam kurację (przez pierwszy miesiąc nakładałam serum codziennie, w drugim co 2 dni, obecnie jak podejdzie mi pod rękę, średnio 2 razy/tydzień) , mój ulubiony tusz się marnuje, bo leży prawie nieużywany. Lada moment zaschnie i co wtedy? Wyciągam go tylko na specjalne okazje, kiedy chcę osiągnąć efekt „wow”. I rzeczywiście jest rewelacja, bo mascara ma ułatwione zadanie. Przed kuracją miałam dwa wyjścia: położyć warstwę tuszu i mieć po prostu ciemne, wyraziste rzęsy, albo bawić się w nakładanie bazy i jednej/dwóch warstw tuszu, co dawało różny efekt – od zadowalającego po lekko kiczowaty. :( Próbowałam różnych mascar, dopóki nie dotarło do mnie, że problem leży nie w kosmetyku, a w moich delikatnych, cienkich i niezbyt długich rzęsach. Wasze serum okazało się strzałem w dziesiątkę, dzięki systematycznemu stosowaniu „dorobiłam” się gęstych, mocnych rzęs :) Zastanawiam się teraz nad jakąś odżywką do brwi, wprawdzie nie narzekam na ich brak (wręcz przeciwnie, muszę je utrzymywać w ryzach), ale mam drobny prześwit jeszcze z dzieciństwa. Jako 10-latka uczyłam się jeździć konno i jak tylko siostra zostawiła mnie na chwilę samą w stajni, wymyśliłam sobie, że wyczyszczę klacz, przed którą mnie przestrzegali. Machnęła przy mnie głową tak mocno, że sprzączką od kantara zraniła mnie nad okiem. Miałam więcej szczęścia niż rozumu, za to siostra prawie dostała zawału, bo twarz miałam podobno całą we krwi ;) Skończyło się na drobnej rance, ale od ponad 20 lat w tym miejscu nic już nie wyrosło… Fajnie byłoby więc zagęścić brwi dookoła, żeby lepiej tuszowały tę drobną łysinkę :). ” – aga.agania

 

kwiaty

 

Bardzo dziękujemy za wszystkie ślady, które pozostawiacie na naszym blogu w postaci komentarzy. Gratulujemy nagrodzonym, wkrótce odezwiemy się do Was mailowo.