Do kogo powędrują niespodzianki za komentarze pozostawione na naszym blogu w grudniu 2017?

 

Tym razem nagradzamy wypowiedzi:

Moje Święta od lat mają charakterystyczny zapach żarzącego się ognia w kominku, który tli się w domu moich dziadków. Aby wydobyć z niego głębię aromatu, dziadek zawsze dodawał do niego gałązki jałowca. Pachnący tajemnicą, przepełniony wiarą i nadzieją zapach palonego drewna, dopełnia zapach świątecznego kompotu z suszonych owoców, okraszony kardamonem, goździkami, imbirem i cynamonem, który grzeje się i unosi w jego płomieniach: zapach bezpieczeństwa, beztroski i wszechogarniającej miłości, bez których nie wyobrażam sobie Wigilii. – pisze Aneczka.

O ciało dbam przez cały rok i nie zaniedbuję pielęgnacji skóry. Zima to bardzo trudny okres dla mojej skóry i cery. W tym czasie zmieniam kremy na bardziej tłuste i odżywcze. Każdego dnia przed wyjściem na dwór, oprócz kremu nakładam make-up na twarz, to dodatkowa ochrona mojej cery. Używam rozświetlającego podkładu, który nadaje mojej cerze świeżego wyglądu. Aby dodatkowo mieć wypoczęty wygląd, wysypiam się. Sen jest najlepszym lekarstwem. Stosuję róż na policzki, ożywia moją twarz i sprawia, że zimą cera nie wygląda blado, nie jest szara, ale rozświetlona i pełna blasku. Zima to czas, kiedy moja skóra potrzebuje szczególnej troski i opieki. Moim sekretem zimowej pielęgnacji jest intensywne nawilżanie twarzy, rąk i całego ciała. Dbam o to, aby skóra nie była wysuszona, dlatego zawsze po każdej kąpieli nawilżam ją balsamami. Stosuję kosmetyki z alantoiną, które wspomagają regenerację naskórka. Na usta nakładam sztyft ochronny, aby natłuścić delikatny naskórek, a w dłonie wcieram tłusty krem, robię to tak często, gdy czuję, że moje dłonie tego potrzebują. Dodatkowo piję dużo wody niegazowanej, która nawilża od wewnątrz i ma znakomity wpływ na wygląd skóry. Oprócz tego wykonuję regularnie depilację i pozbywam się zbędnego owłosienia, a następnie nawilżam ogolone miejsca. Wtedy czuję się komfortowo przez cały rok. Zima nie „zwalnia” mnie z rezygnacji owłosienia. To kwestia indywidualna, to higiena i chęć bycia zadbanym dla samej siebie. – Iwona

 

 

nagradzamy_czytelniczki

 

Dawno temu miałam tak sprytną koleżankę, że nawet w lecie kombinowała z depilacją ;) W wakacje, kiedy szłam po nią do jej domu, wiecznie musiałam czekać, zanim będzie gotowa do wyjścia. Możecie mi wierzyć lub nie, wszystko uzależnione było od tego, jakie ubranie zakładała. Rybaczki (20 lat temu szalenie modne) – wystarczy ogolić łydkę do połowy, oczywiście z małym marginesem, na wypadek, gdyby spodnie podjechały trochę do góry. Spódnica przed kolano? Tu już trochę więcej depilacji. Szorty – nie ma zmiłuj, trzeba ogolić całe nogi :D Poza tym drobnym, leniwym dziwactwem była to bardzo sympatyczna i zadbana osoba :) Obecnie, po długim okresie społecznego przymusu depilowania nadmiernego owłosienia, spotykamy się czasem z jakimś nowym trendem, gdy na przykład tzw. celebrytki nagle pokazują zdjęcia swoich bujnie owłosionych (brrr) pach… Na moje oko, taki busz trzeba zapuszczać kilka tygodni, podziwiam wytrwałość ;) Ciekawy jest również pogląd, że depilować należy głównie ciemne włoski, bo jasnych „nie widać”… Pamiętam zdjęcia z jakiegoś pokazu, gdzie modelki miały takie „niewidoczne” włoski – podświetlone przez światła reflektorów, kudłate uda wyglądały dość komicznie ;) Koniec końców: moim zdaniem depilacja to kwestia indywidualna, dopóki nikogo nie zmuszamy do oglądania/wąchania efektów swojego zapuszczenia :) Nie wyobrażam sobie paradować przed mężem z zarośniętymi nogami, to mało apetyczne ;) Albo taka sytuacja: nad ranem lubię spać „na baletnicę” – z ramionami rozłożonymi na poduszce za głową. Wyobraźmy sobie teraz, że na zimę rezygnuję z depilacji pach… albo nie, lepiej sobie tego nawet nie wyobrażać :D — Ada S.

 

Dziękujemy za wszystkie wypowiedzi, które pozostawiłyście na naszym blogu w grudniu. Czekamy na Wasze kolejne komentarze.